niedziela, 30 grudnia 2012

XXV Świąteczna Intryga

Nadal troszkę świątecznie. Postaram się dodać jedną zaległą notkę. ;) Mamy już 3 tys. wyświetleń! Dzięki! :* I dziękuję Rogaczowi za świetne życzenia. Popłakałam się jak je przeczytałam. :) ~Łapa



Mimo że były święta, Mil postanowiła pójść na zajęcia dodatkowe z eliksirów. Lubiła je i praca przy nich odprężała dziewczynę. Tego ranka Nadows jeszcze nie wiedziała, że zapamięta ten dzień do końca życia.
Mil zeszła do PW Gryfonów. Monica wolała spędzić święta z matką, we Francji.
- Cześć - przywitała się z Remusem i Syriuszem - Co dzisiaj robimy?
- A nie wiem. Nudno bez Jamesa - mruknął Syriusz.
- Ja tam idę eliksiry robić. Po śniadaniu Slughorn ma dodatkowe zajęcia - stwierdziła dziewczyna.
- Serio? - ożywił się Black - Zaraz wracam! - krzyknął i wybiegł z PW.
- Dziwnie się ostatnio zachowuje - stwierdził Remus, po czym przeniósł wzrok na Mil - Ładnie wyglądasz.
- Dzięki - uśmiechnęła się lekko.
Poprzedniego wieczoru Mil przycięła sobie włosy. Dotąd idealnie proste włosy, teraz były lekko pofalowane i ścieniowane. Grzywkę ścięła pod kątem, a reszta włosów po przycięciu układała się w v. Na sobie teraz miała szary sweter w serek z rękawami 3/4, czarne spodnie i kozaki. Najdziwniejsze było to, że nie miała żadnych kieszeni. Remus jeszcze raz zmierzył ją wzrokiem.
- Gdzie masz różdżkę? Nie masz kieszeni - zauważył.
Dziewczyna sięgnęła do butów. Dopiero teraz zauważył niewielką wypukłość po zewnętrznej stronie. Kieszonka była zabezpieczona suwakiem. Dziewczyna odsunęła suwak i wyjęła różdżkę.
- Pomysłowe - stwierdził - Nie złamie Ci się różdżka?
- Nie. Jest tak zabezpieczona. Dobra, chodź na śniadanie - wstała i pociągnęła Remusa za sobą.
Szybko zjedli śniadanie składające się z jajecznicy oraz tostów. Pożegnała się z Remusem i poszła w stronę sali eliksirów. Zapukała.
- Proszę! - usłyszała głos profesora.
- Dzień dobry! - odpowiedziała wesoło.
- O! Panna Nadows, witam, witam. Spodziewałem się ciebie tutaj. Ten eliksir co ostatnio na lekcji zrobiłaś, mówię ci, jestem pod wrażeniem!
Dziewczyna zarumieniła się lekko i rozejrzała się po sali. Zupełnie inna niż ta ze szkoły we Francji. Tamta była jasna, przejrzysta i sprawiała wrażenie lekkiej, wręcz unoszącej się w powietrzu. Ta sala była ciemna i mroczna. Ale dziewczynie to nie przeszkadzało. Stanęła przy swoim stanowisku i zaczęła robić swój własny eliksir. Jeszcze go nie nazwała, ale miał środki lecznicze. Uśmiechnęła się lekko - robienie eliksirów zawsze sprawiało jej radość. Niespodziewanie do sali weszli Liliane z Wiktorem. Mil zaklęła w myślach, ale nie przerwała tworzenia eliksiru. Dwójka znajomych usadowiła się przed dziewczyną. W sali panowała cisza. Właśnie miała dodać kolejny składnik, kiedy Wiktor odwrócił się i z paskudną miną wrzucił jej łyżeczkę sproszkowanego rogu jednorożca. Mil nawet nie zdążyła zakryć się płaszczem, bo eliksir zasyczał i wybuchnął. Następne co poczuła to ogromny ból w policzku. Niepewnie dotknęła bolącego miejsca. Pod palcami wyczuła kawałek kociołka. W jej policzku był fragment kociołka. Potem zemdlała.

***

Liliane szła z Wiktorem przez korytarz.
- To było świetne - pochwaliła go.
- Ale czy to wystarczy? - chłopak miał wątpliwości.
- Nawet jeśli nie, Korneliusz napisze nam, co mamy dalej robić - zapewniła go.
- Jeśli jej nie załamie to, to ja już na prawdę pomysłów nie mam.
- Ja za to jestem bardzo pomysłowa.

***

Dziewczyna ocknęła się w Skrzydle Szpitalnym. Rozejrzała się, a potem przypomniała sobie, co się stało. Opadła z jękiem na poduszki. Po chwili przyszła Pani Pomfrey.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Dobrze.
- Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, ale blizna zostanie. Wiesz kto to zrobił?
- Wiktor. Ten z wymiany.
Kobieta pokręciła głową mrucząc coś o "nieodpowiedzialnych nastolatkach".
- Dyrektor wezwał waszych rodziców.
- Dobrze. Czy mogę już iść.
Pani Pomfrey nie wyglądała na zadowoloną, ale puściła ją.
Dziewczyna wieczorem oglądała swoją twarz. Blizna była długa, szła przez cały policzek. I wyraźnie było ją widać. Ale Mil wiedziała o co chodzi Wiktorowi i Lilianie. Nie podda się, choćby miała umrzeć.

wtorek, 25 grudnia 2012

XXIV Świąteczna choinka

A więc na początku, żeby było grzecznie złożę wam jak najlepsze życzenia.Dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności - to co zawsze. Ale życzę wam też przygód jakie spotkaliście podczas czytania Harry'ego i naszego bloga. Ale niech stanie się coś, obojętnie co - coś dziwnego, szalonego, wesołego, co będziecie wspominać przez całe swoje życie. Nie traccie wiary w siebie i jeśli wyczuwacie w sobie talent pisarski od razu go wykorzystujcie. Jeśli poczujecie wenę, nie czekajcie aż minie.

Łapa miała napisać tą notkę ale wyjechała gdzieś do rodziny. Najpiękniejsze życzenia chcę złożyć właśnie jej. Jesteś najlepszą, młodą pisarką, jaką kiedykolwiek poznałam, dziękuje Ci. Nie mów, że święta to tak naprawdę nieszczęśliwy czas a w Nowy Rok może ci urwać rękę przy petardach. Wierz w to, że znajdziesz więcej czasu dla siebie, że jeszcze bardziej pogrążysz się w miłości z NIM i że w przyszłości twoje książki będą leżały na pierwszym miejscu w półkach 'top 10' w empiku. Wszystkiego najlepszego, Oluś.

Notka będzie nijaka i baaardzo zwięzła bo nie mam czasu zbytnio, wybaczcie mi :) ~Rogacz

Remus postanowił zostać w Hogwarcie na te święta. Grzecznie wyjaśnił rodzicom, że jest tu jego Miłość i w tym roku postanawia spędzić z nią wigilię. Z całej paczki został tylko on i Syriusz. Black nie miał zamiaru dostać na prezent czegoś na poziomie jego skrzata domowego. Miał nadzieje, że przyjaciele zostaną i kupią mu coś stosownego. Oczywiście James proponował żeby pojechał z nim, ale wolał się nie narzucać. Potter mógłby zostać, ale po prostu mu się nie opłacało. Do jego domu przyjechała jego starsza siostra, która pracowała jako auror w Meksyku, szmat drogi, zwłaszcza że nie miała zamiaru podróżować za pomocą samolotu, o ile wiedziała o czymś takim. Po drugie Lily również pojechała do swojego mugolskiego domu. Gdyby została w Hogwarcie, może Syriuszowi udałoby się namówić Jamesa o zostanie. Ale jednak los zrobił to co zrobił.
Tego ranka wszystko, dosłownie wszystko pachniało świętami. Nie wiadomo czy skrzaty nie zrobiły jakiejś dziwnej, piernikowej mikstury, którą popsikały cały Hogwart czy po prostu we wszystkich młodych sercach była już ta atmosfera.
Lupin przewertował ponownie wszystkie prezenty. Dla Jamesa i Syriusza kupił dziwactwa w Derwiszu i Bagnesie oraz u Zonka, chociaż nie był pewien czy to dobry pomysł. Dla Petera nie miał większego pomysłu. Postanowił zakupić mu słodycze z miodowego królestwa i książkę o rzadko używanych zaklęciach. Największym problemem okazała się jednak paczka dla Mil. Musiała być największa, a jakby inaczej. Kupił jej jedną książkę o Qudditchu (obawiał się trochę, że James będzie zazdrosny, ale właściwie i tak był w tym sporcie mistrzem), drugą o eliksirach i trzecią "Ciekawostki Ukrytej magii". Do tego kupił jej zbiór nowych piór i trochę słodyczy. Był z siebie zadowolony. Pognał na sowią pocztę i podarował swojej rybiarce dużej paczki. Miał nadzieje, że je uniesie. Była dużą sową więc powierzył jej tą misję. Ona na pożegnanie przetarła swoją główką o jego dłoń.
-Leć już, maleńka.-Przejechał palcami po jej piórach. Sowa rozbiła skrzydła, zawirowała nad jego głową i wyleciała przez otwarte okno. Spoglądał na nią aż nie zniknęła z zasięgu jego wzroku.
Gdy przeszedł do Pokoju Wspólnego by odprowadzić Syriusza i Mil do Wielkiej Sali byli już gotowi i rozmawiali ze sobą swobodnie. Dawno nie widział ich dwojga w swoim towarzystwie takich wesołych.
-Przepraszam, że przerwę.-Wtrącił się między przyjaciela i dziewczynę. Pocałował ją w policzek a ona odwzajemniła to muskając jego usta swoimi wargami. Syriusz od razu spłoną rumieńcem, jakby zrobił coś złego. Lupin spojrzał na niego z zaciekawieniem.
-O co chodzi?-Ścisnął rękę Łapy. Ten pokręcił głową i uśmiechnął się niewinnie. Czyżby wyczuł w tym sztuczność?
Powędrowali więc w trójkę do Wielkiej Sali. Dziwnie czuli się w takim składzie. Wszystko mijało w ciszy i spokoju, bez kłótni, żartów Syriusza z Jamesem.
Święta tak jak każde inne. Nic w nich specjalnego nie było. Każdy dostał swój wymarzony prezent i życzył drugiej osobie 'Wszystkiego najlepszego'.






wtorek, 18 grudnia 2012

XXIII Eliksir Wiggenowy

Kocham zaskakiwać, Łapko :* Ale przynajmniej mamy jedną parę za sobą. Oczywiście Lily i James będą razem, o tym każdy z was wie, ale nie może być tak łatwo ;)  Dzisiaj sobie patrze i mamy '6 obserwatora' ^^ Ale ostatnio rozkminiłam ten błąd. Nie można mówić sześć obserwatora, tylko sześć obserwatorów, tak? Ale za to można mówić 'szóstego obserwatora' : 3 Rogacz, geniuszu, niech wszyscy wiedzą jaki jesteś mądry i wgl. chwała ci za to XD Eh, dobra, koniec.
~ROGACZYSKO



Uczniowie zbierali się szybko do sal lekcyjnych. Klasa huncwotów miała właśnie historię magii co oznaczało dodatkowa godzina drzemki. Tak by się wydawało, gdyby ta lekcja nie miałaby się odbywać z Ślizgonami. Krukoni wyprosili u profesora od eliksirów dodatkową lekcję, więc była mała zmiana planu.
Profesor Binnis siedział z opuszczoną głową w na starym, trzeszczącym fotelu. Uczył historii magii już całe tysiąclecia, oczywiście jako duch. Jego wizerunek dla normalnych ludzi mógłby być nieco przerażający, ale według czarodziejów był tylko nudny.
Pod nosem ciągle snuł definicję magii, którą przerabia się w klasie I.
 -Nie da się jednoznacznie, dokładnie określić, czym jest magia. Pomiędzy definicjami występują często znaczne nawet różnice. Według jednych...-Nauczyciel przymknął oczy i zachrapał cicho po czym nagle rozszerzyły mu się   źrenice. Rozejrzał się po klasie, nagle zauważając, że dotarła do niego już inna klasa.
-Otwieramy podręczniki, na stronie 400... A nie...przepraszam.-Profesor przewertował wielką księgę i podrapał się po podbródku.-Tak. Na stronie 52. 
Uczniowie leniwie otworzyli najpierw okładkę a potem zaczęli szukać stron. Zazwyczaj numerki były zblaknięte i młodzi czarodzieje musieli się sami domyślać.
James westchnął, dosyć donośnie. Powieki już mu się przymykały chociaż to był dopiero początek lekcji.
Podniósł rękę, puszczając oczko do osób, które się nim nagle zainteresowały. 
-Wyjdziemy na zewnątrz? Proszę, proszę, pana profesora!-Wysilił się na błagalny ton głosu.
-Strona 52, panie Potter.-Binnis zmierzył go wzrokiem i parsknął jakieś przekleństwo pod nosem.
A więc całą lekcję spędzili na poszukiwaniu strony 52,'słuchaniu' historii profesora i zasypianiu. 
Kiedy zadzwonił dzwonek prawie nikt nie zerwał się do wyjścia. Wszyscy zaczęli przecierać oczy i wolno się pakować.
-Mam inne klasy, dzieciaki.-Burknął profesor. Pierwsza wstała Mil, jak zwykle. Podeszła tanecznym krokiem do Remusa, zwracając na siebie uwagę wszystkich znudzonych.
-Wstawaj, leniu.-Wyciągnęła do niego rękę by mógł się na niej podciągnąć. Chłopak skorzystał z pomocy. Cmoknął Mil w policzek.-Chyba nie powiesz, że nawet ciebie to nie znudziło?
Mil z obawą spojrzała na stertę notatek Remusa. Przez chwile zwątpiła, że jako chłopaka wybrała sobie mega kujona.
-Znudziło, ale słuchałem. W tym roku SUM'y więc wolę nie ryzykować.-Remus wziął ją za rękę i wyszedł za  drzwi.
-Gadałeś z nim, Łapo?-James złapał Syriusza na za długim spoglądaniu na tą parę. Zrobiło mu się trochę przykro z jego powodu ale sam był sobie winien.
-Z nim? EE... nie.-Syriusz wstał z miejsca i poprawił szatę.-O czym niby? Mam go błagać, żeby zerwał z Mil? To głupie.
-Ale nie możesz mu tego mieć za złe.-James spojrzał na przyjaciela wymownie.-Mniejsza, nie jestem dobry w udzielaniu rad.
-Zauważyłem.-Syriusz uśmiechnął się półgębkiem.-Co teraz?
-Em...Chyba eliksiry.-James zarzucił torbę na ramię i ruszył w stronę podziemi. 
-Nie uważasz, że to nie fair? Nawet Peter sobie kogoś znalazł.-Syriusz jak posłuszny piesek ruszył za nim.
-Ta, ale taką samą niedołęgę jak on sam.-Mruknął w odpowiedzi James.-Co? Eliksiry też z Ślizgonami?!
-Przeżyjesz, przecież Sev coraz rzadziej przychodzi do Lily, zauważyłeś?
-Ale na eliksirach zawsze do niej łazi. Jest jeszcze lepszy od niej co do tego przedmiotu i chce się popisać.-James nabrał powietrza do płuc. -Tylko dzięki niemu jest taka dobra z eliksirów, przynajmniej wszyscy tak przypuszczają. Podobno Snape znajduje błędy w podręczniku i je poprawia. Według mnie to zwykłe plotki. 
-W każdym, bądź razie dasz radę i tak masz u niej większe powodzenie. Przynajmniej myjesz włosy.-Zarechotał Syriusz. James poklepał go po plecach. 
Chłopacy wśligneli się do klasy. Przebywało już tam sporo uczniów, bo mieli lekcje z Slughornem. Był to bardzo sympatyczny nauczyciel, dzięki niemu w podziemiach nie panowała grobowa atmosfera. 
Lily uśmiechnęła się na widok Jamesa. On odwzajemnił uśmiech. Już chciał siąść koło niej i zagadać ale pojawił się Smarkerus. Powiedział jej coś na ucho a ona zmarszczyła brwi.
-Lily, skarbie, zapewne już dowiedziałaś się co będziemy dzisiaj robić?-Profesor zaczął układać fiolki na biurku.
-Tak, oczywiście. Eliksir Wiggenowy i Eliksir Zmieniający Kolor Włosów.-Lily uśmiechnęła się życzliwie do profesora. Slughorn klasnął w ręce. 
-Jesteś taka mądra, kochanie.-Pochwalił ją.-A więc do roboty!
Profesor cierpliwie ale szybko wytłumaczył co i jak. Uczniowie cicho zajęli się swoją pracą.
-Podchodzi do niej.-Syknął James do ucha Syriusza, który coś wlewał do kociołka.-Co to jest?
James spojrzał z obawą na słoik, którego używał Syriusz. On wzruszył obojętnie ramionami i zaczął to mieszać wielką chochlą.
James podreptał do Remusa.
-Chyba będziemy bardziej potrzebować twojej pomocy. Mil jest dosyć inteligentna.-Mruknął do przyjaciela.  Remus podniósł na niego swoje szare, dobrotliwe oczy.
-Wybaczysz mi to, prawda?-Ścisnął szybko rękę Mil i powędrował do przyjaciół. Gdy zobaczył co robi   Syriusz, chwycił się za głowę.
-Wylej to, szybko. Albo zrobię to za ciebie. I nic nie ruszaj.-Remus porwał kociołek Syriusza i wylał jego zawartość do kubła z odpadami.-Rób tak jak powiem, okej? Nie dawaj niczego dwa razy więcej.
-Łapa bawił się chyba w Smarkerusa, on też zawsze robi to co chce i później udaje, że mu wychodzi coś nowego.-Parsknął James, nieco za głośno. Snape odwrócił się na pięcie i zacisnął zęby.
-Co teraz?- Lily położyła mu rękę na ramieniu. 
-Słyszałaś go? Nie mogę dłużej na to pozwalać, Lily. Ciągle mnie ośmiesza.-Powiedział jej. Zaczęło go to już na prawdę irytować. Dzięki niemu stał się pośmiewiskiem.
-Pogadam z nim.-Zasugerowała dziewczyna.
-Nie. Na prawdę nie trzeba.-Mruknął.
-Więc jak mam pomóc? Jak chcesz to załatwić?-Zapytała. Wiedziała, że chłopacy myślą, że bijatyką można wszystko załatwić. Ale tak właściwie to nic się przez to nie załatwiało tylko pogrążało się w wrogości.
-Nie wtrącaj się po prostu, dobra? To tyle.-Nabrał niemalże surowy ton głosu. Lily spojrzała na niego z obawą. 
-Sama dokończę, dzięki.-Lily wzięła swoje przedmioty z ławki koło niego i przeniosła się do Mil.
-O co chodzi?-Mil uniosła jedną brew. Szczerze współczuła Lily. Była rozdarta między dwoma debilami.
-Nie ważne. Po prostu Severus niesłychanie się zmienił. Kiedyś nie obchodził go James a teraz...-Zawiesił się jej głos.
-A teraz obchodzi ciebie, prawda?-Mil wyszczerzyła do niej zęby.-Idź do niego, poprawi ci humor.
Lily skinęła głową. Podniosła swój kociołek i przeniosła go po raz trzeci i miała nadzieję, że ostatni.
-Coś ci nie idzie praca, co James?-Mrugnęła do niego. 
-To znaczy trochę pomaga mi Remus, więc...-James zrobił jej miejsce koło siebie. 
-To znaczy, że mam sobie iść?-Lily uśmiechnęła się do niego figlarnie.
Remus dał Jamesowi  prawie, że nie widocznego kuksańca ale dla niego zrozumiałego.
-NIE! Zostań, proszę! Właściwie to Remus jest kiepskim nauczycielem, wiesz?-Poprawił się szybko. Lily parsknęła śmiechem. Mil miała rację.
-Jest całkiem niezłym nauczycielem bo wystarczy tylko załatwić sprawę z korą drzewa Wiggen.
-No to na co czekamy?-James podał Lily do ręki korę i uśmiechnął się seksowniej.







poniedziałek, 17 grudnia 2012

XXII Nieoczekiwana wiadomość

Rogacz kompletnie mnie zaskoczyła notką. No ale dobrze, przynajmniej jest tak, jak miało być. Dzięki za 2100 wejść i 5 "obserwatora"! ^^ Luśka! Nie zgadzam się! This is szantaż! ~Łapa

Hogwart obiegła niespodziewana wiadomość. Mil Nadows chodzi z Remusem Lupinem. TA Mil chodzi z TYM Remusem. W sumie widywano ich razem bardzo często: na zajęciach, na posiłkach, w Pokoju Wspólnym, w bibliotece. Dla wszystkich to był jak grom z jasnego nieba. Oczywiście Remus był przystojny, ale Syriusz i James byli od niego przystojniejsi. Nikt nie wiedział co taka śliczna dziewczyna widzi w takim "kujonie". Jednak największy szok przeżył Syriusz, kiedy od Liliane dowiedział się o związku przyjaciela. To było dla niego za wiele. Postanowił porozmawiać z nią na osobności. Wrócił do PW i poprosił ją o rozmowę w cztery oczy. W tym czasie James miał zniechęcić Remusa do Mil. Jednak Monica skutecznie mu to utrudniała zbijając wszystkie jego argumenty o wiele mocniejszymi. Jednak wróćmy do Mil i Syriusza, którzy stali w rogi Pokoju Wspólnego.
- Mil. Mogę ci zadać pytanie?
- Właśnie to zrobiłeś, ale pytaj. Poznaj moje chamskie serce.
- Mhm... Dlaczego Remus? Przecież ja też jestem. Czemu nie ja?
- W sumie to są 2 pytania, ale nieważne. Pytasz czemu Remus? Podoba mi się i nigdy nie wystawił mnie do wiatru. Czemu nie ty? W wakacje latałeś za mną z wywalonym jęzorem i oczami jak galeony. Wystarczyło, że pojawiła się Liliane, a ty od razu w podskokach pobiegłeś się z nią umówić. I wystawiłeś mnie, chociaż wcześniej się umówiliśmy. Daj spokój.
Chłopak próbował jeszcze coś powiedzieć, ale Mil powstrzymała go.
- Nic nie mów, Syriusz. To może źle dla ciebie się skończyć - powiedziała spokojnie.
- Grozisz mi?! - wykrzyczał, w PW zrobiło się cicho, każdy na nich patrzył - A twój związek z Wiktorem?!
- Jaki związek, do cholery?! Nie widziałam się z nim pół roku! Poza tym to było zwykłe zauroczenie, idioto! Puknij się w ten pusty łeb, bo widać, że tłuczkiem dostałeś niedawno! Ewentualnie dostałeś patelnią od swojego skrzata domowego! - dodała złośliwie patrząc jak na jego policzkach pojawiają się zdradzieckie rumieńce wstydu.
- Co nie zmienia faktu, że zadawałaś się z nim!
- Ale skończyłam jak stwierdził, że Śmierciożercy to jednak są fajni! I wiesz co?! Żałuję, że w ogóle go poznałam! A teraz zejdź mi z oczu, pókim dobra!
- A co ty możesz mi zrobić? - zaśmiał się kpiąco - Jesteś niższa ode mnie o głowę!
Mil trzasnęła go z całej siły w policzek. Na skórze pojawiła się odciśnięta, czerwona ręka.
- Nigdy nie irytuj mnie. To jak włożenie palca w oko rozwścieczonego smoka - powiedziała już zupełnie spokojnie i usiadła obok Remusa. Spojrzała jakoś tak dziwnie na Jamesa.
- Jak ci się układa z Lily? - spytała z lekkim uśmiechem. Powoli w PW robiło się coraz głośniej.
- Chyba dobrze. Na razie jestem na "okresie próbnym" - zaśmiał się lekko.
- To dobrze, że dała ci szansę.
- Taak. W każdym razie dzięki.
- Jasne. Monica, odrobiłaś lekcje?
- Tak - odpowiedziała dziewczynka.
- To dobrze. Idź spać, już późno.
- Zaraz, muszę jeszcze iść do biblioteki.
- Tylko szybko, bo już prawie cisza nocna.
- Dobra, zaraz wracaaam!
 Dziewczynka szybko wyszła na zewnątrz. Nie poszła do biblioteki tylko na dół, w stronę kuchni. Znała już większość Hogwartu, bo Remus pokazał jej Mapę Huncwotów. Zobaczyła na niej jak Wiktor i Liliane (przebrzydła krowa według Monici) wychodzą ze swoich PW i idą na błonia. Razem. Przemykała cichutko korytarzami. To była wrodzona cecha Nadows'ów - potrafili chodzić tak cicho, że nikt nie był wstanie usłyszeć tych kroków. Wyszła na błonia i podeszła w miarę blisko pary. Rzuciła zaklęcie podsłuchujące (wynalazek jej, Alexis i Mil) i usłyszała:
- Trzeba ją wyeliminować. Stanowi zagrożenie dla naszego planu - powiedział Wiktor.
- Mil? Ją wystarczy zranić. Pogadam z Blackiem. Zakochany jest w niej po uszy. Zrobi wszystko byleby ją zdobyć. Zrobimy tak: podeślemy ją tutaj, ty będziesz na nią czekać. Pochylisz się nad nią tak, jakbyś ją całował. Black w tym czasie zrobi zdjęcie i pokaże temu wariatowi, z którym Nadows'ówna chodzi. To powinno pomóc - stwierdziła Liliane.
- Zapewne to ją złamie. Dobry pomysł. Ale co jak nie załamie się?
- Będziemy myśleć dalej. Mamy cały rok. Rok na to, żeby zdążyła się wygadać. Jeśli do SUM-ów nie pomoże, wyślemy wiadomość do znajomych. Wracajmy bo już zimno.
Para zaczęła wracać do zamku. Monica, która zapisała w różdżce, niczym w mugolskim dyktafonie, wszystko co usłyszała szybko, acz cicho biegła, ile sił w nogach, do PW Gryfonów.

XXI Zdrada przyjaciół z przyjacielem

Przekroczyliśmy 2000 ! Dziękuje wam baaaardzo ! 
~rogacz

Kiedy wszyscy skończyli jeść, Mil zerwała się z miejsca jako pierwsza. Mocniej zacisnęła dłoń na ręce siostry i przepchała się przez tłum żeby tylko być jak najdalej od tego Wiktora. Nie rozumiała co dziewczyny w nim widziały... No dobra, może kiedyś sama była w nim zauroczona ale to już daleka przeszłość. 
Miał czarne, zawsze idealnie ułożone fale włosów, czekoladowe, lśniące oczy i idealną, wysportowaną posturę. Kiedy wstawał, nie robił tego normalnie. Stawał z jakąś dziwną gracją i siłą jednocześnie. Oblizał usta i złapał spojrzenie Mil, która przyśpieszyła kroku.
Alexis podbiegła do niej i zmarszczyła brwi nic nie rozumiejąc.
-Mil, uspokój się. Za bardzo rzucasz się w oczy.-Szepnęła do niej. Mil pokręciła głową, chciała być jak najdalej od tego idioty.
-Zawołaj do mnie Remusa, proszę.-Mil ułożyła dłonie jak do modlitwy. Rzadko kiedy kogoś o coś błagała ale jej przyjaciółka była wyjątkiem. 
-Na co ci się on przyda?-Alexis uśmiechnęła się półgębkiem. Już dawno zauważyła, że gdy Mil wspomina jego imię, uśmiecha się przy tym i pojawiają się rumieńce na jej policzkach. Jednak Remus jest idealną 'drugą połówką' dla niej. Spokojny, mądry, opanowany i przy tym przystojny. Czasami nawet bywała lekko zazdrosna, co wydawałoby się bardzo głupie bo była szczęśliwa, że Mil znalazła sobie kogoś takiego.
-Chcę się skupić na kimś innym niż na Wiktorze...A tak właściwie, chcę żeby się ode mnie odczepił. Jeśli zobaczy mnie z Remusem pewnie nie będzie ze mnie robił idiotki.-Westchnęła Mil.-Idź po niego, proszę.
Alexis obróciła się na pięcie i pognała do Remusa. Jak zwykle próbował uspokoić sprzeczających się Jamesa i Syriusza.
-Remus?-Alexis przerwała im uprzejmie.-Mil wzywa.
-Tak?Już, sekunda.-Remus spojrzał na Syriusza przepraszająco. Wiedział, że jego przyjaciel podkochuje się w Mil, ale sam miał ten problem ,tyle że on miał trochę większe u niej szanse. Nie chciał pokazywać, że mu na niej zależy, Syriusz wkurzyłby się na niego nie na żarty. Ale pewnych rzeczy nie mógł długo ukrywać. Coraz częściej zdarzały mu się pocałunki z Mil, stykanie ramionami, dotykanie jej dłoni.-Przepraszam.
Na nic nie czekając podążył truchtem za Alexis, ale po chwili nie musiał za nią biec bo sam spostrzegł ciemne  , długie włosy. 
Wyprzedził Alexis i objął Mil od tyłu.
-Hej!-Mil obróciła się i zaśmiała w twarz Remusa.-Wystraszyłeś mnie!
-Ciebie? Nie wierzę!-Remus uśmiechnął się do dziewczyny.
-Daj spokój. Idziemy gdzieś?-Mil zapomniała o siostrze, którą trzymała za dłoń. Puściła ją i nic więcej ją nie obchodziło. Była teraz w objęciach z Remusem, tak blisko, że mogłaby go bez problemu pocałować w usta. Właściwie...czemu nie?
-Jak sobie życzysz.-Remus odsunął kosmyk włosów z jej twarzy.
-Mil?-Głos Monici przywrócił ją do życia. 
Dziewczyna zsunęła ręce Remusa ze swojego pasa i ukucnęła przed siostrą.
-Idź za Gryfonami, zaopiekują się tobą, dobra? Zaraz przyjdę.-Cmoknęła ją w czoło i pognała ręką do przodu.
-Okej, teraz jesteśmy sami. Więc?-Remus spojrzał w oczy Mil. Było to o wiele milsze uczucie niż wszelkie uściski, pocałunki w policzek. 
Mil wspięła się na palce i zarzuciła mu ręce na szyję. Była pewna, że nic jej już nie przeszkodzi.
Remus pochylił się lekko i odszukał wargami jej usta. Wtopił palce w jej włosy i przejechał nimi aż do karku.  
Mil objęła go w talii. Był taki smukły, że nawet rozległa szata nie mogła mu tego odebrać. Mil odwzajemniła pocałunek ale o wiele dłużej. Remus zaśmiał się cicho. 
W tym momencie nie było nic ważniejszego od nich. Byli jakby jedną częścią ciała, byli jakby najpiękniejszym kwiatem na łące. I nic nie mogło ich od siebie oderwać. 
Remus podniósł ją lekko, jakby była piórkiem i zrobił krótki obrót w okół własnej osi.

James wykłócał się nadal z Syriuszem. Właściwie chodziło o to, że wypił z jego kieliszka sok dyniowy i skończyło się na tym, że Syriusz  jest śmierciożercą. Ale coś przykuło uwagę Jamesa. Rozdziawił usta i spojrzał niepewnie na Syriusza. Jego wzrok już zmierzał w tamtą stronę.
James obrócił go w przeciwną stronę.
-Właściwie to i tak jesteś moim najlepszym kumplem, wiesz?-Wysilił się na uśmiech.-Chodź. 
-O co chodzi? Co?Nie poczekamy na Remusa?
-Myślę, że znalazł sobie lepsze towarzystwo.-James przełknął ślinę. Czemu akurat z tą wredotą? Niby pomogła mu się pogodzić z Lily ale to tylko tyle. A tym bardziej Syriusz był pierwszy. Jeśli się o tym dowie...
-Idziemy do Hogsmeade. Teraz. Kupimy sobie piwo kremowe i będziemy pić dopóki się dobrze nie opijemy, dobra?-James zarzucił rękę na ramię przyjaciela.
-Brzmi dobrze.-Syriusz ruszył bez żadnej wiedzy przed siebie. 
To była chyba ostatnia chwila kiedy zachowywał się tak beztrosko. 




niedziela, 16 grudnia 2012

XX Kolejna wymiana?!

To już XX, jubileuszowa notka. Dlatego, każdy kto ją przeczyta ma zostawić komentarz! Będę ludzi ścigać! Mama was na celowniku. Tak w ogóle to dzięki za tych najwierniejszych (Luśka i Lunatyk) za to, że wiernie komentują nasze wypociny. :D ~Łapa

Był poniedziałek. Wszyscy byli zaspani prócz (oczywiście) stołu Gryfonów. Najgłośniej było na środku. To tam siedzieli Huncwoci, Mil, Lily i Alexis. Rozmawiali i śmiali się, ale kiedy Dumbledore wstał i chrząknął, jako pierwsi ucichli.
- Dzień dobry, uczniowie! Mam dla was tylko jedną wiadomość. Za tydzień przyjedzie kolejna wymiana. Będą to: 3. chłopaków z 6 roku i jedna dziewczynka z 2. Dla niej to zrobimy wyjątek - czarodziej uśmiechnął się - A teraz smacznego!
W Wielkiej Sali stopniowo znów narastał zwykły hałas.
Mil te kilka dni minęło jak z bicza strzelił. Niemal automatycznie chodziła na lekcje, jadła, rozmawiała i śmiała się. Cały czas pędziła do przodu, jednak czwartkowa transmutacja zmusiła ją do zatrzymania się na chwilę. Weszli do sali, kiedy tylko profesor McGonagall otworzyła drzwi. Tym razem zamiast z Krukonami mięli lekcję z Puchonami. Dla Mil oznaczało to jeszcze więcej czasu spędzonego w towarzystwie Liliany. Weszła do klasy razem z Alexis rozmawiając po francusku.
- Nie, proszę, Merlinie! Tylko nie Puchoni! Tylko nie Liliane! Niech zachoruje, zginie, przepadnie, cokolwiek! - jęczała Mil.
- Już przestań. Zaraz McGonagfall zabierze nam punkty za to, że gadamy. Cicho.
- Dobra, dobra. Już się zamykam, mamusiu.
Alexis tylko przewróciła oczami. Większość lekcji przebiegła sprawnie. Mieli pracować w grupach. Co jakiś czas nauczycielka sprawdzała postępy. Jednak kiedy po raz pierwszy przechodziła między grupami, doczepiła się do Liliany.
Eluard, dziecko idź zmyj to coś z twarzy - stwierdziła nauczycielka.
- Nie. Tak jest mi ładniej.
- Minus 10 punktów. Idź, to zmyj.
- Nie.
- Kolejne minus 10 punktów. Czemu nie pójdziesz?
- Bo tak jest mi ładniej.
- Wyglądasz jak panna lekkich obyczajów. Idź, to zmyj.
- Nie.
- Następne minus 10 punktów. Porozmawiamy sobie po lekcji.
Mil miała wyjątkowo dobry humor. McGonagall podeszła do nich.
- Nadows, pokaż pracę.
Dziewczyna podała arkusz nauczycielce. Po chwili zmarszczki na twarzy kobiety wygładziły się.
- Plus 40 punktów dla Gryffindoru za dobrze wykonaną pracę. Koniec lekcji.
Do końca dnia dziewczyna uśmiechała się.
W sobotę podczas obiadu Dumbledore wstał.
- Teraz powitamy naszych nowych uczniów z wymiany! Są to osoby mieszkające we Francji, jednak mające angielskie korzenie, więc z komunikacją nie będzie problemu. Proszę wprowadzić Wiktora Cross'a!
Do sali wszedł wesoły chłopak. Mil prawie strzelił piorun na miejscu.
- O Morgano, szykujcie mi szubienicę. To nie może być on.
- A jednak, Mil. Znów się spotykacie.
Chłopak został przydzielony do Slytherinu.
-   Przynajmniej nie będę go musiała widywać codziennie - odetchnęła z ulgą.
Do sali wprowadzono jeszcze dwóch chłopaków. Również zostali przydzieleni do Slytherinu.
- Na koniec nasza mała przyjaciółka. Proszę wprowadzić Monicę Nadows.
Mil uśmiechnęła się. Jej mała siostrzyczka, 12 - letnia Monica będzie z nią. Nie będzie musiała się o nią tak martwić. Na szczęście dziewczynka została przydzielona do Gryffindoru. Usiadła między Alexis a Mil.
- Cześć - bąknęło nieśmiało i złapała pod stołem rękę siostry.
- Nie mówiłaś, że masz siostrę! Jak mogłaś - wykrzyknęli Huncwoci jednocześnie.
- A pytaliście? - uśmiechnęła się lekko. Dziewczyna pod stołem ścisnęła lekko rękę Remusa.

sobota, 15 grudnia 2012

XIX Tajemnica Petera

Zaraz dojdziemy do 2000. Cóż, Łapa coś się za bardzo rozkręciła, miałyśmy pisać po jednej notce... no ale cóż. Najwyraźniej wena jej nie odrzuca a ja nie będę miała jej tego za złe. Dzisiaj nie typowa notka.
To tyle.
~Rogacz

Ostatnie dni były zakręcone. Ciągle ta miłość i miłość. Ale w Hogwarcie nigdy nie było jej za mało. Jedynie nie rozumiały jej pierwszaki, chociaż...
Śnieg spadł już w jesieni, co sprawiło że coraz więcej uczniów myślało o świętach zamiast o nauce.
-James, patrz!-Peter potrząsnął zaspanym kolegą.
-Co chcesz?-Wymamrotał Rogacz. Był oburzony faktem, że go ktoś budzi. Gdyby nie był to Peter dawno ryknął by gniewem.
-Spadł śnieg, ogarniasz? Jest ledwie październik.-Zachwycił się. Peter niesłychanie bardzo lubił zimę. Dzieciaki biły się śnieżkami, panowała ciepła atmosfera w Hogwarcie, paliło się w kominkach i ogólnie było słodko.
-To powód dla którego mnie obudziłeś?-James niecierpliwie spojrzał na przyjaciela. Już myślał, że się pali albo coś gorszego.
-No... tak. Chyba się cieszysz, prawda?-Peter uniósł brwi.-Wyjdziemy na zewnątrz? Proszę!
-Idź z Syriuszem, ja chcę się wyspać.-James zamknął oczy i udawał chrapanie.
-Syriusz i ty i ja i Remus. Jak zwykle, cała nasza czwórka! Jest tak cudownie, że nie możemy tego ominąć!-Peter odrzucił kołdrę Jamesa na podłogę.
-Peter, idioto. Oddawaj mi tą kołdrę. Wiem, że jesteś napalony co do płci męskiej ale bez odwzajemnienia ode mnie.-Warknął James, który usiłował zakryć nagie nogi i tors. Miał na sobie tylko niebieskie spodenki od piżamy sięgające jego kolan.
-Oh nie, nie myślę o tobie w ten sposób!-Peter zakrył oczy dłonią. Byłoby to całkiem miły gest gdyby nie spoglądał na Pottera zza rozsuniętych palców.
-PETER!-James skarcił go natychmiast i westchnął.-Niech ci będzie, tylko daj mi się przygotować. Syriusz i Remus wstali?
-Tak, są już w Pokoju Wspólnym. Mam też tam iść?-Zapytał Peter.
-Miło by było, idź i powiedz im żeby  na mnie poczekali.-James włożył na nos okulary i przeczesał palcami ciemne włosy.
Gdy Peter zszedł skocznym krokiem do kolegów oni rozmawiali przyciszonymi głosami.
-O co chodzi?-Zapytał ich z zaciekawieniem.
-O nic, naprawdę nic ciekawego. Temat 'dziewczyny'.-Odpowiedział pośpiesznie Remus.
-Ach, rozumiem.-Glizdogon kiwnął głową.
-James cię nie zabił gdy go budziłeś?-Zdziwił się Syriusz.
-Nie, wręcz był spokojny. Zaraz zejdzie tylko musi się przygotować.-Wyjaśnił Peter.
Jak na rozkaz, James wyszedł z pokoju chłopaków i podszedł do kolegów.
-Jestem głodny, chyba nie wyjdziemy z pustym żołądkiem?-Narzekał James tuż przy wyjściu. Syriuszowi zaburczało w brzuchu na myśl o jedzeniu. Skinął głową, zgadzając się z Jamesem.
-Dawaj mapę huncwotów, pójdziemy do Hogsmeade.-James spojrzał błagalnie na Remusa. Ostatnimi czasami on ją nosił bo był najmniej podejrzany, a nauczyciele prawie by wykryli ich skarb.
-Okej, ale ostrożnie. James, może pójdziesz jeszcze po swoją pelerynę?-Remus podał Syriuszowi mapę, by mieć ją jak najdalej od siebie, jakby miała za sekundę wybuchnąć.
James nie odpowiadając pobiegł do pokoju. Spod łóżka wyciągnął kuferek a z niego wygrzebał Pelerynę Niewidkę. Jego i tylko jego skarb z pokoleń. Czuł się z nią niesamowicie. Wiedział, że jest wiele innych peleryn niewidek, ale od niej czuł jakąś aurę. Wmawiał sobie, że to ta peleryna z bajki o trzech braciach. Oczywiście Remus zawsze mówił, mu że sam siebie oszukuje ale on w to nie wierzył. Zawiesił sobie szatę na ramię i sprintem pognał z powrotem do przyjaciół.
-Mamy wszystko.-Wydyszał. Zanim zarzucił pelerynę ktoś ich zatrzymał.
-Peter? Peter!-Wszyscy zastygli w bezruchu. Po chwili jednak odetchnęli z ulgą bo doszło do nich, że był to głos Conora, puchona którego spotkali gdy Syriusz umawiał się z Liliane.
-Conor, mój drogi...-Peter zrobił kilka kroków do przodu.
-Mówiłeś, że dla mnie się od nich oddalisz. Wiesz co mi zrobili prawda? Huncwoci nie są dla ciebie dobrym towarzystwie, myszko.-Conor pogładził Petera po policzku. Cała trójka gapiła się na tą sytuację z rozdziawionymi ustami.
-Myszko?! Peter, czy on otym wie?-Remus spojrzał na Pettegriew bez zaufania. Stracił wszelkie nadzieje. Jeśli ktoś prócz nich będzie wiedział, że są animagami, chyba ich wywalą ze szkoły.
-O czym wiem, Peter? Znowu coś przede mną ukrywasz? Tak nie może być, tak nie może być między nami.-Conor odsunął się od Petera już chciał się obrócić ale Glizda chwyciła go za rękaw.
-Conor, mówię ci o wszystkim. Ale jest jedna rzecz...-Peter położył kochankowi (?!) dłoń na ramieniu.
-Powiedz. Czy to coś wspólnego z NIMI?-Conor z obawą wskazał na huncwotów.
-Niestety tak.-Peter wzdychnął głęboko.-Mogę mu powiedzieć? Ufam mu bezgranicznie.
-NIE! PETER NAWET SIĘ NIE WAŻ!-Remus pogroził mu placem.
-Muszę, muszę to zrobić byśmy nie mieli przed sobą żadnych tajemnic.-Peter objął szyję Conora.
-Nie, to jest rzecz o której nie możesz...-Syriusz odważył się na zebraniu powagi. Chociaż oglądanie tej homoseksualnej-dziwnej miłości sprawiało, że chciał parsknąć śmiechem.
-Jestem animagiem. Jestem szczurem.-Przerwał mu Peter.
-KIM? Oh, skarbie, nie musisz mówić, że jesteś szczurem. Już ci wybaczyłem. Ważne, że między nami już się polepszyło.-Conor pocałował go w policzek.
Ktoś przechodził za nimi. Remus był tym razem niemal pewny, że to nauczyciel. Odwrócił się z poszanowaniem w stronę przechodnia. Była to jednak Mil. Mieli tego dnia niesamowite szczęście.
Remus spojrzał na nią błagalnie. Ona zerknęła mu przez ramię i zrozumiała. Peter obejmował Conora. Niemal parsknęła śmiechem ale się opanowała.
Mil szła prosto i 'potknęła' się o szatę Conora.
-Conor, weź rób miejsce dziewczynom. I odejdź od niego, jesteście obrzydliwi.-Mil poszła dalej w swoją stronę. Chłopacy stali oniemiali przez cały czas.

XVIII Idealny chłopak, a idalna dziewczyna cz.3 (ostatnia)

No ostatnia część tego rozdziału. :) Nieźle się bawiłam. Było trochę poważnie, a trochę śmiesznie. ;) Dzięki! ~Łapa

(nadal w dormitorium chłopaków)
Chłopcy patrzyli na zamknięte drzwi.
- Chyba nieźle się wkurzyła, co? - wykrztusił zszokowany James.
- Tak - westchnął Remus - Trzeba było delikatniej o to zapytać.
- Tak?! To jak ty byś to zrobił?! Specu od Mil Nadows?!
- Przede wszystkim nie zaczynał zdania od "Widzieliście gdzieś Nadows?!".
- Skąd mogłem wiedzieć, że ona tu siedzi?
- Dlatego ja zawszę mówię o niej po imieniu. I nie bulwersuj się.
- Luniak, ty umiesz z nią gadać. Przekonaj ją! Proszę! Mnie na prawdę zależy na Lily!
- Dobra, dobra. Idę.
Remus zszedł do PW. Przy kominku siedziała Mil i czytała książkę. Usiadł obok niej.
- Słuchaj, Mil. Zrób coś dla mnie, bo mnie James zabije.
- O co chodzi? - podniosła wzrok znajd książki.
- Porozmawiaj z Lily. On mnie udusi jak tego nie zrobisz. A jednak chciałbym jeszcze pożyć.
Dziewczyna chwilę zastanawiała się.
- Ściągnij Jamesa do Pokoju Życzeń. "Dobre miejsce do rozmów". To sobie pomyśl. Ja przyjdę tam za 15 minut z Lily. I doprowadź go do porządku, dobra?
- Jasne. Dzięki, jesteś aniołem! - wstał przytulił ją i pocałował w policzek, po czym pobiegł na górę.
Wpadł do dormitorium.
- Gotowe. James, doprowadź się do porządku. Za 10 minut mamy być w Pokoju Życzeń.
(10 minut i jeszcze rzut beretem później)
- Gotowe. Zamknęliśmy ich tam i dopóki się nie pogodzą, nie będą mogli wyjść - powiedziała Mil.
- Pozabijają się? - spytał z lekką obawą Remus.
- Nie sądzę. o chyba, że  Potter jest zbyt głupi... - stwierdziła i odeszła.
(kolejne 10 minut później)
Remus siedział w dormitorium razem z Syriuszem. Drugi chłopak narzekał, że nie ma czasu, żeby przeprosić Mil. W końcu Remus nie wytrzymał.
- Czego ty chcesz od niej, Syriusz?
- Właśnie nie wiem. Jest ładna, mądra i zabawna. Czyli jest moim ideałem. Ale nie potrafię z nią normalnie rozmawiać.
- Rozumiem. Może zagadaj do niej jak będzie z Alexis albo z Rudą?
- To chyba dobry pomysł. Dzięki, Luniak.
- Zawsze do usług. Gramy w szachy?
- Jasne!

czwartek, 13 grudnia 2012

XVII Idealny chłopak, a idealna dziewczyna cz. 2

No już kolejna notka. 2. już dzisiaj. ;) Mam nadzieję, że się będzie podobać. Komentujcie, bo tylko 2 osoby komentują! http://lunatykow-nie-wolno-budzic.blogspot.com/ <-- Czytajcie, świetny blog! ;) ~Łapa

(Tymczasem w dormitorium Huncwotów)
- Wiesz, Łapo, to było nie fair wobec Mil. Czekała na ciebie cały czas - powiedział smutno Remus.
- Wiem. Po prostu zapomniałem...
- Wierzę ci, ale ona tak łatwo ci nie wybaczy. Szczególnie, że całe wakacje na jej widok robiłeś maślane oczy, a teraz zalecasz się do Liliany. To nie jest dobre, Syriusz. Ona to widzi, zapamiętuje. A wiesz, że ostatnio zrobiła się... bardzo zamknięta w sobie. Ciężko ostatnio się z nią dogadać. Reaguje nerwowo. Jakby czegoś się bała.
- Nie rób mi wykładu, Lunatyku! - Łapa wyglądał na zmieszanego.
- Ja chcę cię po prostu uświadomić z kim masz do czynienia. Ona jest specyficzna i wiesz to. Nawet Peter wyczuł od niej jakąś aurę! Chociaż sam wiesz, że Peter jest prawie charłakiem! Wiesz co to oznacza. Minęło kilka dni, a na wszystkich przedmiotach używa niewerbalnych, chociaż wiesz, że to jest wymagane od 6 klasy! Ogarnij się i idź ją przeproś! - mimo że na początku mówił spokojnie, teraz prawie krzyczał. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę! - powiedzieli jednocześnie.
Do pokoju wsunęła się Mil.
- Nie przeszkadzam? - spytała z dziwną miną.
- Nie, jasne, wejdź. O co chodzi? - spytał Remus.
- Mogę z wami posiedzieć? Dziewczyny cały czas mnie męczą o głupi list, a w Pokoju Wspólnym jest za głośno - skrzywiła się.
- Za głośno na delikatne uszka? - mruknął pod nosem Syriusz, myśląc że nikt nie usłyszał.
- A żebyś wiedział - stwierdziła Mil.
Remus wzruszył ramionami i wskazał swoje łóżko bez słowa.
- Remus, czy ty mi składasz ofertę "miło" spędzonej nocy? - brwi Mil podjechały do góry.
- Uhm... nie. Siadaj - uśmiechnął się nieśmiało.
- Dziękuję.
Minęło parę godzin. Niewiele rozmawiali. Remus i Syriusz grali w szachy, a Mil czytała jakiś strasznie długi list. Dziewczyna cały czas miała obojętny wyraz twarzy. Tylko od czasu do czasu na jej czole pojawiała się mała zmarszczka świadcząca o zamyśleniu.
- Co tam tak czytasz? - spytał po kolejnej chwili Remus.
- List.
- To widzę.
- To po co pytasz skoro widzisz?
- Nieważne.
Syriusz podał mu małą karteczkę. "Cokolwiek powiesz i tak ci odpowie najkrócej jak będzie mogła. Nie zaczynaj". Remus tylko skinął głową. Do pokoju wpadł James.
- Hej, chłopaki, nie widzieliście Nadow? Mam do niej sprawę - krzyknął od progu.
- Potter, po nazwisku to po pysku - odezwała się zainteresowana.
- O! Tu jesteś. Sama mi mówisz po nazwisku, ale nieważne. Mam sprawę.
- To już słyszałam. Mów. Masz dokładnie... - spojrzała na zegarek - 75 sekund. Tyle mogę ci poświęcić.
- Cóż za hojność! - zawołał.
- Wiem, ja ogólnie hojna jestem. A czas leci.
- Dobra, nieważne. Pogadasz z Lily na mój temat? Obraziła się chyba na mnie.
- Sama bym się obraziła, gdybym zobaczyła mojego niedoszłego chłopaka z Lilianą. To suka i tyle. Nieważne co zrobisz i tak będzie źle. Idź i przeproś Lily.
Chłopaki mieli wyjątkowo głupie miny. Westchnęła.
- Powiedziałam, że musisz iść przeprosić Lily, bo jest zła za to, że widziała cię z tą... - nie dokończyła.
- Kiedy ona nie chce wyjść z dormitorium!
- Nie mój interes.
- Proszę cię. Zrób to dla mnie - złożył ręce jak do modlitwy.
Mil zwinęła pieczołowicie list i wsadziła do kieszeni. Kiedy podniosła głowę na jej twarzy była czysta wściekłość. Remus w duchu podziwiał ją za to - umiała idealnie panować nad swoimi uczuciami. W pewnym sensie była bardzo ślizgońska. Pokazywała tylko to, co chciała, żeby zostało zobaczone.
- Po co mam to robić, co? Wytłumacz mi, bo nie rozumiem. Tyle rzeczy dla ciebie zrobiłam, a ty co? Prawie mnie pobiłeś w sklepie z miotłami! Potem rzuciłeś na mnie jakiś przeklęty czar. Tylko to, że mam refleks i w porę skłoniłam głowę, uratowało mnie od jakiegoś twojego żartu. Przez całe wakacje nabijałeś się z Severusa. Wyzywałeś go i przy każdej okazji,  kiedy tylko mnie brakło, rzucałeś w niego klątwami. Czy to normalne? - mówiła spokojnie, mimo wściekłości na twarzy. Chłopakowi coraz bardziej rzedła mina - Nie mam zamiaru nic robić w twojej sprawie. Dobranoc. Dziękuję za użyczenie pokoju na te kilka godzin.
Nie czekając na odpowiedź wyszła, trzaskając drzwiami.

CDN. III cz. już niedługo.

XVI Idealny chłopak, a idealna dziewczyna cz. I

Notka napisana w szkole. Na matmie. Nudziło mi się. Mam nadzieję, że się spodoba. Mam zamiar troszeczkę popędzić Remusa. :P Zresztą, sami zobaczycie. Dzięki, że jesteście! ;** I dzięki Karolinie, mojej własnej sekretarce od poprawiania błędów wszelakich. Rozwiązałam sprawę francuskich słów. Będą po prostu pisane po Polsku kursywą. To będzie oznaczało francuskie słowa. :)) ~Łapa

Wieczór Syriusza z Lilianą okazał się wspaniały. Była zabawna, inteligentna. Poświęciła mu całe popołudnie. Patrzył z uśmiechem jak inni chłopcy wzdychają, kiedy przechodzili obok. Umówił się z nią na niedzielę do Hogsmeade. Wszedł cały uradowany do Pokoju Wspólnego. Przed kominkiem zobaczył Mil grającą w szachy z Remusem. Podszedł do nich.
- Hej, Black. Nie zapomniałeś o czymś. Ewentualnie o kimś? - zaczęła złośliwie Mil.
Chłopak zastanawiał się chwilę.
- Chyba nie. A co?
- No to pozwolisz, że ci przypomnę. Byłeś umówiony ze mną. Mieliśmy iść do Hogsmeade. Ale widzę, że znalazłeś sobie lepsze towarzystwo.
- Um... Sorry...? To... może jutro pójdziemy?
- Nie, dzięki. Przecież umówiłeś się już z Lilianą - zamachała mu przed nosem listem od Puchonki - Poza tym, Remus już mnie zaprosił. Będę miała dobre towarzystwo. Ale uważaj na nią. Wykorzystuje ludzi.
- A może ty po prostu jesteś zazdrosna?
Dziewczyna prychnęła z wyższością.
- Ale ty jesteś żałosny, Black, to po prostu poezja. Szach mat. Wygrałam. Miłego wieczoru.
Wstała, pocałowała Remusa w policzek (całkowita nowość zarówno dla Syriusza jak i samego Remusa) i poszła do swojego dormitorium.
- Dajcie mi TiTo, albo kogoś uduszę - stwierdziła na wstępie.
- Co to TiTo? - spytała z uśmiechem Lily.
- Mały miś Mil - powiedziała ze śmiechem Alexis jednocześnie rzucając miśka w stronę dziewczyny.
Dormitorium zatrzęsło się od śmiechu Alexis i Lily.
- No na serio, bardzo śmieszne. No, śmiejcie się, dalej - powiedziała z nietęgą miną Mil.
- Heh, a o co ci tak na prawdę chodzi?
- O Blacka.
- Znowuuu? - wtrąciła Lily. Ostatnimi czasy Huncwoci byli na tapecie rozmów trójki dziewcząt.
- Nie dość, że mnie wystawił to jeszcze ta szmata Liliana mi się wkręca.
- Daj sobie z nią spokój. Jesteś od niej sto razy ładniejsza i mądrzejsza - westchnęła Alexis.
Mil mruknęło coś wyjątkowo niecenzuralnego.
- Słucham? - spytała słodko Lily.
- Idealna dziewczyna dla Blacka - ładna, niezbyt mądra i bardzo chętna - zaśmiała się Mil.
- A idealny chłopak dla ciebie? - dziewczyny pociągnęły ją na łóżko, Lily wzięła pióro i pergamin, i razem usiadły wokół dziewczyny.

Idealny chłopak wg Mil Nadows:
  • przystojny,
  • miły,
  • inteligentny,
  •  wesoły.
Dziewczyny skończyły pisać. 
- Jest tylko dwóch chłopaków odpowiadających twoim wymaganiom - stwierdziła Lily patrząc na pergamin - Syriusz i Remus.
Mil zbladła. Teraz już na pewno przepadła. Sytuacji nie poprawił komentarz Alexis:
- Masz przesrane, mała.


niedziela, 2 grudnia 2012

XV Kto wygrał, a kto przegrał?

Kolejna notka. Z Rogaczem bijemy rekordy. Największa przerwa. Najlepsza notka. Najgorsza notka. Najlepsza postać. Największa ilość notek w jednym dniu, itd. No, ale rekordy są po to, by je pobijać. ;] ~Łapa

Mil siedziała w Pokoju Wspólnym. Zeszła zaraz po tym, jak Lily weszła do dormitorium. Siedziała długo już przed kominkiem, kiedy Alexis zeszła na dół.
- Czemu nie śpisz? Obudziłam się, a ciebie w łóżku nie było - powiedziała przestraszona Alexis.
- Wszystko w porządku. Spać nie mogę.
Dziewczyna usiadła obok Mil.
- Czemu nie możesz spać?
- Bo to wszystko mnie przeraża. We Francji wszystko było łatwiejsze - dziewczyna westchnęła.
- Czemu im po prostu nie powiesz kim jesteś? Te wszystkie kłamstwa...
W oczach granatowowłosej dziewczyny pojawiły się łzy. Mil rzadko płakała, więc musiało to być coś na prawdę poważnego.
- Hej, Mil. Co się dzieje? Powiedz mi.
- Chciałabym im powiedzieć. Wiesz, że nie lubię kłamać. On mi kazał złożyć Wieczystą Przysięgę. I mamie też. O tym, że nikomu nie powiemy kim jesteśmy na prawdę. Lucjusz był Gwarantem. Teraz oboje mają na mnie i mamę haka. I to poważnego. Boję się, rozumiesz, Alexis? Tak cholernie się boję, że zostanę sama. Ten tyran zabił mi już czwórkę rodzeństwa!
Alexis przytuliła lekko Mil. Nie mówiła nic. Wiedziała, że dziewczyna musi się po prostu wypłakać. W końcu Mil usnęła.

Rano ktoś potrząsał dwiema dziewczynami.
- Jeszcze chwilkę, mamo - mruknęła Alexis.
- Wstawajcie. Mil, Alexis! Zaraz się spóźnicie - powiedział "głos"
- Dobra, dobra. Już - Mil w końcu otworzyła oczy i zobaczyła Remusa - Dzięki, Rem.
Wstała, i niemal ciągnąc za sobą Alexis, powlokła się do dormitorium wziąć prysznic i ogarnąć swój wygląd. Po zadziwiająco szybkim czasie zeszły na dół.
- Tylko 10 minut? Wow, nieźle wyglądacie - skomentował Remus.
- Dobra, dobra. Krawat masz krzywo - skomentowała Mil po czym wyszła z Alexis na śniadanie.
Na posiłku dostały identyczne plany lekcji.
- Super. Co teraz mamy?
- Eliksiry - odpowiedziała Mil.
- Niee, tylko nie too.
- Owszem. Masz pożyczyć gumkę do włosów?
Alexis podała jej przedmiot. Mil szybko związała włosy. Potem poszły na eliksiry. Reszta dnia minęła spokojnie. Mil tego dnia mało mówiła. Raczej werczała na wszystkich, którzy odważyli się do niej podejść. Prócz Alexis, oczywiście.

XIV Dzień uczuć

Siemanko, siemanko. Ja raczej nie mam żadnej ciekawej przemowy. Ogólnie powinnam się uczyć i posprzątać dom ale... BLOG JEST WAŻNIEJSZY ! A i zauważyliście, że odchodzimy dość od kanonu? Chyba nas rozumiecie, wena mówi nam żebyśmy nie patrzyły na opowieść Rowlingownej i wymyślały co nieco same. A i żebyście nie mieli pytań : gwiazdki  ( *, **, ***** itd. ) to po prostu słowa w innym języku, słowa nie zrozumiałe, których wytłumaczenia są na dole.
No i to tyle.

~Love u ROGACZ

Gdy odbył się przydział pierwszaków,uczniowie mieli już pełne żołądki a nauczyciele zauważyli, że większość z nich zieleni się gdy spogląda na wyborne potrawy, rozkazali prefektom zaprowadzić dzieciaki do dormitoriów.
Lily i James skinęli do siebie głową i ruszyli ramię w ramię po schodach, pilnując by żaden czarodziej się gdzieś nie zapodział.
Severus, który zmierzał w przeciwną stronę od nich, przebiegł ich spojrzeniem. Rozmawiali ze sobą swobodnie, tak jak nigdy. Jak mógł pozwolić żeby to się stało? Przełknął ślinę i pogodził się z losem, obiecując sobie, że będzie jeszcze o to walczył.
Syriusz ukradkiem podbiegł do pary prefektów. Nie chciał im zbytnio przeszkadzać, bo wiedział, przez jak długie lata James starał się by stać się przyjacielem Lily. Ale musiał się o coś zapytać.
-Cześć, sorry, że was tak nachodzę...-Wyszczerzył do nich zęby.
-Nie ma sprawy. Co chcesz?-Lily nieco się zarumieniła. Ciekawe o czym rozmawiali, jeśli taka była jej reakcja?
-No zapytać się o te dziewczyny z wymiany. Dobre sztuki, co nie James?-Oczy Blacka błysnęły. Lily przewróciła oczyma.
-No...eee...-James popatrzył się na Lily, zastanawiając się co powiedzieć. Chyba postanowił być niepoprawnym romantykiem.-Z porównaniem do Lily? Tak? Są zerem.
-Przestań!-Lily dała mu  kuksańca. On uśmiechnął się do niej półgębkiem.
-Wracając do tematu...-Syriusz próbował zwrócić ponownie na siebie uwagę.
-Dlaczego miałbym nie mówić prawdy?-James objął ją ramieniem. Ona lekko się odsunęła, mówiąc tym samym, że nie ma ochoty na bliższe kontakty.
-Oh, nie mówię o tym, ale mógłbyś sobie darować takie flirtowanie!
-Nie ma sprawy, dla ciebie wszystko.
-James!
-Tak?
Syriusz spojrzał wymownie na sufit. Odwrócił się na pięcie i już miał ruszyć do Remusa po radę ale zauważył go z Mil. Trzymał ją za jedną dłoń a ona twardo patrzyła mu w oczy.
-No wiesz, mógłbym to naprawić.-Remus uśmiechał się do niej zachęcająco.
-Daj spokój, powiedziałeś już, że nie masz ochoty na kolegowanie się ze mną.-Odburknęła.
Syriusz westchnął głęboko. Nienawidził takich romansów. Cała ta szkoła wyglądała jak jeden, głupi film romantyczny. Postanowił iść więc do Petera, który jako jedyny nie mieszał się w takie sprawy.
-Hej, glizda.-Mruknął do niego.
-Cześć.-Niski chłopak przepadł przez sznurówkę.
-Ładne są te dziewczyny z wymiany, co nie?-Zaczął od nowa.
-Co? Nie...To znaczy tak. No niezbyt, ale są ładne. Rozumiesz mnie prawda? -Wybełkotał Peter. Syriusz patrzył na niego znad zmarszczonych brwi, próbując wyczytać o co mu chodzi.
-Eee... Właściwie to... Tak, rozumiem! W każdym razie ta Liliane...WOW.-Syriusz oparł się o ramię kolegi.
-Jest chyba w Huflepafie.
-W czym? Nie czasami w Hufflepuffie? 
-No właśnie. Jest tam i nie będziesz się z nią często spotykał.
-Skąd taka myśl? A po co są przerwy? 
-No, żeby się przygotować do lekcji.
-Mówisz jak Remus.-Syriusz podniósł głowę do góry.-O, już jesteśmy. 
James stanął przed obrazem Grubej Damy. 
-Ee... To nowe hasło jest trochę nie przyzwoite, nie uważasz?-Zagadała spokojnie Lily.
-Co z tego? Ja ustalam hasła.-Powiedziała kobieta z ramy.-Powiedz hasło to cię wpuszczę.
-Gryffindor Rządzi.-Mruknęła rudowłosa.
-Dobrze!-Portret odsunął się i ukazał dormitorium. Takie przyjemne i ciepłe. Czerwone flagi z lwem wisiały w każdym kącie. W kominku płonął kolorowy ogień, za pewne ktoś go zaczarował. Na stoliku były ułożone talie kart, księgi i ciasteczka. Dla każdego coś dobrego!
Syriusz pociągnął Jamesa w tłum. 
-Chyba już zdążyliście się sobą nacieszyć? Teraz ja, mój drogi. Idziemy do Liliany i umawiamy mnie z nią na randkę.-Szepnął Syriusz.
-Co? Jak przebrniemy do Puchonów?-James padł luźno na fotel koło kominka. 
-No...E...O tym nie pomyślałem.-Westchnął Black.
-A widzisz? Plan zawsze się ma na początku, stary.-James poklepał go po plecach.
-Ty też zawsze go masz.-Mruknął z ironią Syriusz.
-No dobra. Idziemy pod dormitorium i może kogoś spotkamy kto mógłby ją zawołać.-James leniwie wstał z krzesła.
Wymówili hasło i nie zwracając na siebie uwagi powędrowali w stronę Hufflepuffu. Za sobą usłyszeli kroki.
-Gdzie idziecie?-To był Remus, więc nie było się czym przejmować. Znowu chciał im w czymś przeszkodzić, w jakiś niecnych czynach.
-Do Liliany. A co?-Zagadnął Syriusz. Poczekali aż Remus do nich przy truchta i kontynuowali wyprawę.
-A nic... Tylko, że Mil mi mówiła, że to jest "chienne".-Remus wzdrygnął się sam na wypowiedziawszy to słowo.
-To znaczy?-James uniósł brwi.
-Prostytutka.-Wyjaśnił szybko.
-Oh, pewnie jej po prostu nie lubi.-Syriusz się zaczerwienił, bo w pewnym sensie uwierzył Remusowi.
Tuż przed nimi przeszli dwaj puchoni.
-HEJ! CONOR, MARCUS!-Zawołał na nich Syriusz.
-Hę?-Conor, czyli wysoki blondyn o dziecięcej twarzy,obejrzał się za siebie. Kiedy zobaczył huncwotów nieco się speszył, albo zdenerwował. Było parę(naście) żartów, które mu zrobili. Od tamtych czasów chodził wszędzie z wyrostkiem Marcusem. 
-Możecie zawołać tą swoją Lilianę? Chcemy z nią pogadać.-Remus uśmiechnął się do niego błagalnie. Wszyscy wysunęli dłonie by pokazać, że nic nie grozi Conorowi.
-T-tak. Raczej tak.-Conor zmusił się do biegu. Marcus został mierząc trójkę chłopaków wzrokiem. Był nieco zdziwiony, że nic mu jeszcze nie zrobili. Mieliby przewagę, bo byli w liczniejszej grupie niż on sam. 
Po chwili Conor wrócił, ciągnąc za sobą piękną blondynkę. Zatrzepotała swoimi długimi rzęsami i spojrzała znacząco na Syriusza. On też był przystojny, tyle że nieco nieogarnięty i niechlujny. Ale najwyraźniej blondynka nie zwracała na to uwagi. Uwolniła się z ucisku Conora i podeszła do trójki przyjaciół.
-A więc?-Dziewczyna wyciągnęła dłoń ku twarzy Blacka i musnęła palcami jego włosy.
-Cześć.-Zdołał wydobyć z siebie jakiekolwiek słowa. 
-Salut*. Przejdźmy do wątku.Ce que vous voulez**?-Uśmiechnęła się do nich seksownie. Nawet Remusowi szybciej zabiło serce. 
-EE...-Syriusz spojrzał na Remusa, czekając na wyjaśnienia. Ale ten chyba nie znał francuskiego.
-Kolejna banda idiotów. Zapytałam was czego chcecie.-Liliane podniosła nieco głos.
-No więc bardzo się nam podobasz.-Syriusz uśmiechnął się do niej. Ona zamrugała z irytacją.
-Raczej TOBIE.-Poprawił go Remus.
-W każdym bądź razie, chciałem się zapytać czy byś się ze mną umówiła.-Syriusz przygryzł wargę. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo.
-Mam wolny termin samedi à 22***... To znaczy...Sobota...w sobotę o 22.-Zwilżyła usta językiem.
-Dobra. To do zobaczenia, bébé****. -Syriusz ścisnął jej delikatną dłoń, i mruknął 'Lumos' by oświecić sobie drogę powrotną do dormitorium. 

W Gryffindorze,w pokoju głównym, była tylko jedna osoba. 
-Zaraz do was pójdę.-Powiedział James, widząc że jego przyjaciele czekali na niego na schodach. Oni kiwnęli głową i ruszyli do pokoju chłopców.
-Na co czekasz?-Mruknął. Gdyby panowała całkowita ciemność nie zauważyłby tej drobnej postaci. Ale na szczęście nie siedziała daleko od kominka, w którym wciąż zażyły się węgielki.
-Na nic. Siedzę sobie po prostu, bo nie chce mi się spać.-Wyjaśniła wymijająco. 
-Lily, możesz mi powiedzieć.-James usiadł na ziemi, przed rudowłosą.
-Na prawdę nic.-Wysiliła się na uśmiech. 
Przez chwile siedzieli w ciszy. Wsłuchując się w odgłosy nocy.
-Zmieniłeś się, James.-Dziewczyna przerwała ciszę. Podniósł na nią swoje niebieskie oczy. 
-Nie sądzę...Ale jeśli tak uważasz.-Zaplątał swoje palce z jej. 
-Zobaczymy się jutro.-Lily podniosła się z podłogi i otrzepała szatę.
-Ekhem,ekhem.-James chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę.-Lily?
-Tak?-Dziewczyna spojrzała na niego przez ramię. Czuła się skrępowanie sam na sam z nim i to jeszcze w nocy.
-Spotkamy się w sobotę? To znaczy sami, tak jak teraz.-Zapytał nieśmiało.
-To znaczy...-Chciała powiedzieć randka, ale stwierdziła  że to tylko pobudzi Jamesa.-Raczej nie widzę żadnych przeszkód. Dobranoc, James.
-Dobranoc.
Obydwaj poszli do swoich pokojów. Kiedy James przebrał się w piżamę i zanurzył w kołdrze, jego przyjaciele przykucnęli przy jego łóżku.
-I co?-Syriusz zgarnął z czoła kosmyk włosów.
-No nic. Mistrz podrywów zawsze wygrywa.-Odpowiedział i zamknął oczy by odespać ten cały dzień.

*Salut - cześć (fr.)
**ce que vous voulez - co chcesz/chcecie (fr.)
***samedi à 22 - w sobootę o 22:00
****bébé - w tym znaczeniu skarbie/kochanie. Ogólnie jest to też niemowle, ale raczej takich zwrotów nie używa się do seksownych dziewczyn.



XIII Niechciane Spotkanie

Chcę bardzo podziękować Rogaczowi za zmianę wystroju tego bloga. Teraz jest o wiele ładniejszy i tak bardzo nie razi w oczy. Dziękuję, Rogaczysko! <33 Btw. 13 notka. Mówią, że pechowa. Nam przyniesie szczęście, jak każda inna zresztą, ponieważ mamy świetnych czytelników! :** ~Łapa

Mil była dość zła. Remus zdenerwował ją swoimi pytaniami. Jednak na oceanie złości i frustracji pływał okręt strachu. Strachu, że Remus w końcu dopnie swego i wszyscy dowiedzą się kim na prawdę była. Ale była w końcu Nadows'ówną. Głowa do góry, pierś do przodu! Szubko ubrała czarną szatę Hogwartu i czekała aż wjadą na stację Hogsmeade.
Dość szybko dojechali pod Hogwart. Nareszcie czuła się w domu. Z dala o intryg i kłamstw ojca. Przed drzwiami do Wielkiej Sali profesor McGonagall. Praktycznie wszystkich przepuszczała. Jednak Mil i 2 inne dziewczyny zatrzymała.
- Wy jesteście na wymianie, będziecie przedstawione przez dyrektora. Teraz sprawdzę czy wszystkie są.
- Liliane Eluard.
- Courant!* - odezwała się zainteresowana.
- Alexandra Lautier.
- Tutaj - dziewczyna przyjaźnie uśmiechnęła się do Mil.
- Mil Nadows.
- Jestem.
- Jak zostaniecie wywołane wejdziecie po prostu do Wielkiej Sali - poinformowała je czarownica.
Kobieta poszła gdzieś. Mil od razu podeszła do błękitnookiej Alexandry.
- Alexis, jak ja cię dawno nie widziałam! Nie wiedziałam, że jedziesz na wymianę. I to jeszcze tutaj! - zawołała Mil.
- Widzisz? Ja też nie sądziłam. W końcu przydały się na coś twoje lekcje angielskiego - zaśmiała się dziewczyna.
- Quel spectacle pathétique.** Nie sądziłam, że cię jeszcze spotkam, kochaniutka - Liliane też mówiła dość dobrze po angielsku.
- Morda w kubeł, Eluard - warknęła Mil.
- A powiedz mi. Co u twojego tatusia? Il est si mignon!***
- Japa, szablastozębny koniu!
- Oh, oh, oh! Quelle langue! Marc vous a appris à dire ça?****
- Odwal się od mojego brata, chienne!*****
Liliane aż poczerwieniała ze wstydu i złości. Powszechnie wiadomo było, że jest ona dziewczyną, która co noc w swoim łóżku gości innego mężczyznę. Mil uśmiechnęła się z satysfakcją.
- A teraz zapraszam 3 dziewczyny z wymiany! Przyjechały z Francji - zawołał Dumbledore - A oto one! Liliane Eluard.
Dziewczyna, nadal czerwona, weszła do Wielkiej Sali. W środku zabrzmiały śmiechy. Zapewne z powodu dojrzałej czerwieni kwitnącej na policzkach Liliane. Po chwili Tiara Przydziału zawołała:
- Hufflepuff!
Alexis i Mil zaczęły się śmiać. Tak, Liliane tam pasowała.
- Nie rozmazałam się? Wszystko w porządku? Zaraz cię wywołają - powiedziała Mil.
- Spokojnie. Wszystko jest świetnie. Wyglądasz perfekcyjnie - uśmiechnęła się błękitnooka.
- Teraz zapraszam kolejną dziewczynę! Alexandra Lautier!
Kiedy tylko Alexis weszła do środka, po sali przebiegło wielkie "WOW". mil uśmiechnęła się. Alexis była bardzo ładna i zgrabna. Miała długie nogi, długie włosy i duże, niebieskie oczy.
- Gryffindor - krzyknęła po chwili Tiara.
- Teraz zapraszam ostatnią dziewczynę. Mil Nadows!
Dziewczyna weszła do sali pewnym siebie krokiem. Za progiem odrzuciła do tyłu długie, granatowo-czarne włosy. Sala zamarła. Po chwili po męskiej części sali przetoczyło się wielkie "oh". Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i puściła oczko do Huncwotów. Usiadła na stołku, założyła Tiarę.
- Wielki umysł. Dużo mądrości, odwagi i przebiegłości. Pasowałabyś do wszystkich domów... Jednak... GRYFFINDOR!
Ostatnie słowo Tiara wykrzyczała na głos. Stół Gryfonów, a w szczególności Huncwoci, Lily i Alexis, wyglądał jakby zaraz miał paść z radości. Bo to dzisiaj do ich przydzielono najwięcej osób. Mil usiadła między Remusem a Syriuszem. Wieczór zapowiadał się wspaniale.


Użyłam tutaj kilku zwrotów z francuskiego, dlatego Ci, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym języku, tutaj mają wyjaśnienia.:
*Courant! - obecna!
**Quel spectacle pathétique. - Jakie żałosne widowisko.
***Il est si mignon! - On jest taki słodki! (tutaj chodzi o częste zdrady ojca Mil. Kilka linijek później już wiemy, czemu Mil tak bardzo nienawidzi Liliane. Można się dziwić dlaczego ojciec Mil zdradzał żonę z 15-letnią dziewczyną. Za kilka notek okaże się, że Liliane kilka razy powtarzała jedną klasę i w rzeczywistości ma 17 lat. To też wyjaśnia dlaczego dyrekcja francuskiej szkoły "wybrała" ją jako jedną z 3 dziewcząt jadących na wymianę do Anglii).
****Oh, oh, oh! Quelle langue! Marc vous a appris à dire ça? - Oj, oj, oj! Jaki język! Marc nauczył cię tak mówić?
*****chienne! - suka (w kontekście Mil używała go bardziej jako "ty suko" lub po prostu "suko", "dzi*ko").

czwartek, 22 listopada 2012

XII Hogwart Ekspress cz. 2

Już 12 notka. Dzięki! Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było, ale najpierw komputer się zepsuł, a potem czasu nie miałam. Przepraszam, że tak krótko, ale potem będzie 2 notka, myślę, że lepsza i bardziej składna, ale mnie teraz głowa boli. No i za tydzień mam konkurs, który chcę wygrać. Uczę się! ^^ ;) ~Łapa

Mil strasznie nudziła się. Lily była gdzieś z Jamesem, a Severus zatopił się w czytaniu nowego podręcznika do eliksirów. Dziewczyna wstała i przeciągnęła się.
- Gdzie idziesz? - zapytał kuzyn, nie podnosząc głowy znad książki.
- Rozprostować nogi - stwierdziła wymijająco.
- Dobra, tylko się nie zgub.
Mil wyszła na korytarz. Niedaleko stali Syriusz, Peter i Remus. Podeszła do nich.
- Cześć! - powitała ich wesoło.
- Czego chcesz? - warknął Remus.
- Spokojnie Remusie. Nie chcemy kłótni, prawda? - wtrącił Syriusz.
- Chciałam tylko pogadać. Sev nie jest najlepszym towarzyszem podróży jeśli w pobliżu znajduje się jakaś książka o eliksirach - dziewczyna wzruszyła ramionami - Ale jak jesteście zajęci to idę. Pa!
Odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić.
- Nie no, Mil poczekaj! - zawołał Syriusz - Remus nie chciał być niemiły, prawda Remusie?
- Taa...
- No widzisz? Wracaj! O wiele lepiej spędzisz czas z nami!
- Dobra - wzruszyła ramionami i wróciła.
- Masz jakieś pytania dotyczące Hogwartu? Remus chętnie odpowie! - zaczął Syriusz.
Remus spojrzał na niego wzrokiem bazyliszka na głodzie nikotynowym.
- Hmm... W sumie nie mam pytań. Tylko jedno... Jak duża jest biblioteka?
Syriuszowi opadła szczęka. Remus nagle zmienił podejście i z fascynacją zaczął opowiadać o księgach będących w bibliotece. Mil słuchała z uwagą. A przynajmniej robiła takie wrażenie.
- Hmm... Dzięki. To w sumie wszystko.
- Jesteś czystej krwi czarodziejką? - spytał Remus.
- Tak, a co?
- Nigdy nie słyszałem o Nadowsach. Nie istnieje nawet takie nazwisko.
- Oficjalnie nasze nazwisko już nie istnieje. Mój dziadek, też z rodu Nadowsów, ale o innym nazwisku stwierdził, że warto wrócić do korzeni. Oficjalnie nie jesteśmy nigdzie zapisani. Już 3 pokolenia sprawdzają, czy na pewno jesteśmy z tego rodu.
- Coś mi się nie chce wierzyć.
- Nie musisz. Nikogo nie zmuszam, żeby mnie lubił - temperatura nagle spadła poniżej zera. I to dosłownie.
- Mil, co ty robisz? Tu jest lodówa! - powiedział, szczękając zębami, Syriusz.
- To są umiejętności, Syriuszu. Kto ma w sobie krew z dwóch rodów czystej krwi z innych krajów tak ma. Ja jestem mieszaniną krwi francuskiej i angielskiej - temperatura na korytarzu wróciła do poprzedniego stanu - Idę się przebrać. Już widać Hogwart.

czwartek, 11 października 2012

XI Podróż do Hogwartu

To znów ja, Rogacz. Łapencja coraz rzadziej do was przychodzi bo ma zepsuty komp. To co? Składamy się na nowy? :) Jedno wyświetlenie = 1 galeon :3 Zapraszam do czytania, skarby. Dzięki, że jest was tak dużo!


Dni mijały szybko, zbyt szybko. Mugole za pewne narzekali z powrotu do szkoły ale czarodzieje?
To był dla nich powrót do dawno nie widzianego domu, spotkanie z przyjaciółmi i powrócenie do magii.
Remus wyszukał w tłumie swoich przyjaciół. Widząc przepychających się Syriusza z Remusem przy torach zadał sobie pytanie 'Dlaczego ja w ogóle się z nimi zadaje?'. Nabrał powietrza, czekając na najgorsze i ruszył w ich stronę.
-Hej.-Uśmiechnął się półgębkiem.
Nagle koledzy parsknęli śmiechem. Remus zmarszczył brwi spoglądając na nich pytająco.
-Mil się pytała czy ciebie widzieliśmy.-Peter wyłonił się za pleców Syriusza. Jak zwykle, Remus nie zauważył jego niskiego ciała.
-Mnie?-Lupin zaśmiał się nerwowo. Po co ona miałaby go szukać? Nigdy za dużo ze sobą nie rozmawiali. A jednak coś sprawiało, że na karku pojawiła się kropla zimnego potu.
-Oh, tak, o ciebie.-James poklepał go po plecach.-Remusie, Remusie, są ładniejsze dziewczyny w Hogwarcie.
-Przestań, przecież wiesz, że nie zarywam do dziewczyn...-Lupin chciał dokończyć zdanie jakąś ciętą ripostą ale przerwał mu głośny gwizd lokomotywy. Rodzice pojawili się koło niego i uścisnęli przesadnie mocno. Roztarł ramiona i wsiadł do wagonu by zająć wolne miejsca. Przez okno zobaczył jak matka Syriusza patrzy na niego z góry i zaczyna krzyczeć. James jej przerywa i uśmiecha się mówiąc jakiś żart. Kobieta urywa i odchodzi do drugiego syna, którego przytula do siebie z rozkoszą. Za to rodzice Pottera wciskają do ich rąk jakieś galeony i całują oby dwóch chłopaków w głowę.
Remus wszedł do wolnego przedziału... Wydawał się być wolny ale nagle spod siedzenia wyłoniła się głowa dziewczyny.
-Podobno mnie szukałaś.-Remus westchnął głęboko, obiecując sobie, że znajdzie inny wagon. Nie ma zamiaru całą podróż wsłuchiwać się w kłótnie Pottera i Nadows.
-Oh, tak. Dobrze, że jesteśmy na chwile sami. Pomożesz mi wyjść?-Ledwie co się wyczołgała , trzymając coś w ręce.
Lupin wyciągnął do niej dłoń, na której się podparła i wstała. Dziwną kartkę szybko włożyła do kieszeni.
-Chciałam zapytać tylko...No wiesz...-Znów coś przerwało. Ciągle się to działo, to nie mógł być jego szczęśliwy dzień. Do przedziału weszli zła Lily z próbującym ją pocieszyć Snape'm. Lily sztucznie rozpogodziła się widząc Remusa.
-Widziałaś się już z James'em, że jesteś taka zmarkotniała?-Lupin uśmiechnął się nie pewnie. Wiedział, że jest wśród wrogów a nie był wypadkiem, który zaczynał wszystko od głupich przegadywanek.
Snape spojrzał na niego nie ufnie, mimo, że rozśmieszył na jakiś sposób Lily.
-Czego tu chcesz?-Warknął Severus.
-Szukałem wolnego przedziału i to tyle.-Odpowiedział spokojnie.
-Jeśli tak to stąd wyjdź.-Odburknął znów tłustowłosy.
-Daruj sobie, Sev. Niech zostanie.-Na twarz Mil pokazał się miły uśmiech, uśmiech, którego chyba nikt, nigdy nie widział.
-Nie, nie. Ja pójdę...-Remus nie czekając na odpowiedź wybiegł,szturchając tym samym innych.
Zatrzymał się dopiero kiedy James chwycił go za fraki bluzy.
-Gdzie byłeś?-Potter zdziwił się na widok jego trochę przerażonej miny.
-Szukałem wolnego przedziału i...i...-Lupin opuścił głowę gryząc się w język.
-I co?-Syriusz już zaczął się niecierpliwić.
-Tam była Mil. Była radosna na mój widok. Chyba udawała, pewnie coś ode mnie chcieli, to tyle.-Remus wymusił obojętny uśmiech.
-To po co ten stres?Postoimy na korytarzu.-James oczywiście w głębi serca chciał iść do tego przedziału i dowiedzieć się co sprawiło, że zastali Lupina tak wystraszonego.-Tylko pójdę do... toalety, tak do toalety.
James pognał w stronę przeciwną do pociągowej łazienki ale chłopacy nie zwrócili na to większej uwagi.
Otworzył gwałtownie drzwi i prawie nie buchnął szczęściem kiedy zobaczył, że Lily patrzy przez okno, daleko od Seva.
-Hej, James.-Wymamrotała. Skąd ona to wiedziała? Nawet na niego nie spojrzała.
-No cześć.-Mrugnął do Snape'a, który jakimś cudem się nie poirytował.
Potter padł na siedzenie koło Lily.
-O co chodziło, Mil? Chodzi mi o tą sprawę z Remusem.-James zacmokał zaciekawiony, widząc jak Mil pochłania rumieniec.
-O nic, nie twoja sprawa.-Żachnęła się.
-Ale mojego najlepszego kumpla.-Potter spróbował opanować ton głosu, wiedząc, że nie sprowadzi to do kłótni.
-TO.NIE.TWOJA.SPRAWA.-Mil wstała, patrząc na niego surowym wzrokiem z góry.
-Zapytam więc Remusa.-James zwilżył usta. A już chciał dociec prawdy.
-On też nie wie. I nikt oprócz mnie tego nie wie.-Dziewczyna zacisnęła pięści.-A teraz wyjdź.
-Idziesz ze mną, Lily?-James uśmiechnął się do niej szeroko. Obróciła się do niego.
'O mój Boże, jaka ona piękna' zadumał się w myśli Potter. Obiegł wzrokiem jej ogniste fale włosów, opadające na jej ramię i spojrzał w sam środek lśniących, zielonych oczu. Dzisiaj wyglądała jeszcze lepiej niż zwykle, zwłaszcza, że słońce oświetlało jej delikatną twarz.
Jej odpowiedź była jeszcze większą dawką szczęścia.
-Jasne.-Prawie zauważył uśmiech w kącikach jej ust.
Nikt nigdy nie zrozumie kobiet. Raz czują to, raz to. Ale są za to takie śliczne!




wtorek, 25 września 2012

X Lody o smaku miłości?


Lily westchnęła głęboko i powiedziała, że idzie do innej lodziarni, ale Mil zdążyła złapać ją za rękaw i przyciągnąć do siebie, zanim ta dotarła do wyjścia.
-No, no, Potter, słyszałam, że za niedługo ma się pojawić nowa miotła. Kto ją szybciej zgarnie? -Zagadała Mil. Chłopcy obrócili się jak na komendę i spojrzeli na trójkę przyjaciół z obrzydzeniem (nie licząc Syriusza, który uśmiechał się szeroko do Mil).
-Jak tam policzek?-Zapytała Nadows, udając  troskę.
-Całkiem nieźle. Poradziłem sobie z uleczeniem.-Remus uprzedził Jamesa w odpowiedzi. Rzekł to spokojnym tonem  mówiącym 'błagam, tylko nie to samo'
Mil wymusiła uśmiech. Trochę trudno jej było odpowiadać na takie opanowane słowa.
-Kupuj miotłę i się wynosimy, banda Pottera lubi tu długo przebywać.-Lily próbowała rozluźnić ucisk Mil na swoim nadgarstku.
-Hej! Czemu uważacie nas za bandę POTTERA? Może to jest armia Blacka? Brzmi lepiej!-Oburzył się Syriusz, ale nikt zbytnio na niego nie zwrócił uwagi. Mil wskazała na gablotę z Nimbusem 1000, na co James nie wytrzymał:
-Dostałem go już wcześniej. Przesyłają mi specjalny sprzęt, bo jestem ich ulubionym klientem. Nie myśl, że jesteś najlepsza, to irytujące.
Mil zmrużyła powieki i podeszła do niego jak burza.
-Ja nie myślę, że jestem najlepsza. Ja jestem najlepsza, James. Bardziej irytujący jest fakt, że tak łatwo się dajesz dziewczynom. A widać, że nawet Lily jest silniejsza od ciebie.-Kopnęła go szybkim ruchem w brzuch. A raczej chciała go kopnąć ale to przewidział. Pod względem szybkości, trudno było go prześcignąć. James zrobił krótki piruet i tym samym podłożył nogę Mil a ona trzasnęła brodą o podłogę.
Lily szybko przykucnęła przy koleżance i pomogła jej wstać.
-Zrobiłeś to dziewczynie, idioto?-Chwyciła go za fraki koszuli i wbiła w jego oczy  twarde spojrzenie.-Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Zrobisz.-Wysunęła z kieszeni różdżkę  i przyłożyła ją do gardła Jamesa.-Nie jestem tą słabą.
James był tak blisko Lily, że w innym wypadku zaczerwienił by się po uszy. Jednak teraz patrzyła na niego z taką nienawiścią, że trudno mu było wydobyć z siebie choćby słowo.
-Lily, nie oszukujmy się, nie zrobisz mu nic.-Prychnął Syriusz.
-To się okaże.-Uśmiechnęła się do zlęknionego sprzedawcy i wyszła nie czekając na jakieś protesty.
-To było nietypowe dla Lily. Teraz, Rogaczu, nie dziwię się, że się w niej podkochujesz.-Syriusz odprowadził rudowłosą zdumionym spojrzeniem.
Mil otarła lekko zsiniały podbródek.
-HOHO! Nie wyglądało to bezpiecznie. Czekam aż Lily coś ci zrobi, James.-Mil nie poddała się bólowi. Nadal wyglądała tak buntowniczo i przywódczo jak zawsze, jakby nic się z nią nie stało.
-Ja też. Nie masz u niej najmniejszych szans, Potter.-Severus odebrał od lodziarza rożek.
-Ty bynajmniej też.-Żachnął się James.
-'To się okaże'.-Snape uniósł brwi z dezaprobatą.
-Ma w każdym razie większe szanse niż ty, Potterku. Przynajmniej Lily się z nim przyjaźni.-Dołączyła się Mil.
-A ja?-Syriusz spojrzał na Mil z umiłowaniem.-Co ze mną?
-To znaczy? Ty też kochasz się w Lily?!-Nadows prawie wybuchła ze śmiechu ale powstrzymała ją odpowiedź Syriusza.
-Raczejwtobie. Tojakztąrandką?Pytałem się ciebie ostatnio czy... sięzemnąumówisz.-Wszyscy spojrzeli na Blacka jak na ufoludka.
-Możesz powtórzyć wolniej?-Zapytali wszyscy równo. Chyba pierwsza i ostatnia rzecz, w której się ze sobą zgodzili.
-Ostatnio się zapytałem czy się ze mną umówisz.-Syriusz wyszczerzył zęby, mówiąc to baaardzo wolno i wyraźnie kładąc nacisk na każdą spółgłoskę.
Mil i Severus parsknęli śmiechem, James oraz Remus spojrzeli na Syriusza z ukosa, upewniając się czy nie żartuje, a Peter jak zwykle nie wiedział o co chodzi.
-Może być.-Nadows mrugnęła do Syriusza i ciągnąc za sobą Snape'a, zorientowała się co właśnie powiedziała. A była osobą, która dotrzymywała słowa.